Nie masz poprawnie zainstalowanego odtwarzacza flash.
Zainstaluj ze strony http://www.macromedia.com/go/getflashplayer

panel+u%BFytkownika
Nie jesteś zalogowany !!!
Nie masz konta
Zarejestruj się »


wyszukaj+na+stronie


 



 

 

 

PARTNERZY



 


informacje+o+stronie
Liczba wizyt:
2 805 005

Ilość odsłon:
5 857 827

Ostatnia aktualizacja:
2016-03-03 08:35:08


0



Valid HTML 4.01 Transitional

Wszystko i dla wszystkich / Napisali o nas / LANCKORONA Polskie Miasto Aniołów

 

 


Miejsce, w którym nawet lokalny pijak nazywany jest aniołem, a modne obecnie hasło slow-life przestaje być jedynie domeną odległej Prowansji, czy Toskanii, lecz jest czymś na wyciągnięcie ręki. Zaangażowanie i cierpliwość to słowa klucze do zrozumienia i dostrzeżenia piękna tego miejsca. Cechy te, tak obce współczesnym turystom, sprawiają że do Lanckorony nie sposób trafić przez przypadek.


Lanckorona, Lanckorona
rozłożona gdzie osłona
od spiekoty i od deszczu,
od tupotu szybkich spraw
(Grzegorz Turnau - Lanckorona)

 

Wieś położona jest w malowniczym lesie ukrytym na wzgórzu tuż przy Kalwarii Zebrzydowskiej. Patrząc wstecz, zawsze unikała głównych traktów handlowych i komunikacyjnych.  Nie jest odkrywczą myślą, że położenie danego miejsca definiuje jego charakter, jednak w przypadku Lanckorony zależność ta sięga o wiele głębiej niż można by się tego spodziewać.

 

Opisując Lanckoronę trzeba udać się na spacer. Spacer mający swój początek w średniowiecznych ruinach zamku – pamiątce po burzliwej historii tego miejsca, a koniec w wąskich uliczkach starego rynku, gdzie przeszłość spotyka się ze współczesnością.

 

Chrzest ogniem

 

Nazwa Lanckorony wywodzi się z nazwy Lanczkoruna, która widniała na przywileju lokacyjnym z 1366r. Lanczkoruna z kolei jest spolszczoną wersją niemieckiej nazwy kulturowej Landskorone, częstego w Niemczech określenia dla zamków rycerskich. Fakt ten nie dziwi z uwagi, że początki Lanckorony sięgają czasów Kazimierza Wielkiego, kiedy to król ufundował zamek na lanckorońskiej górze. Twierdza miała za zadanie strzec granicy ze Śląskiem i drogi do Krakowa. Militarny charakter miejsca dominował do XVII wieku. Zmiany nastały po powstaniu Kalwarii Zebrzydowskiej, która będąc w założeniu Polską Jerozolimą, zmieniła oblicze całego regionu. Grupy pielgrzymów stale odwiedzających Kalwarię, stały się motorem napędowym dla rozwoju regionalnego przemysłu. Zyskała na tym również Lanckorona.

 

Obecną, świetnie zachowaną XIX-wieczną zabudowę, Lanckorona przewrotnie zawdzięcza pożarowi, który w 1868 roku strawił prawie całe miasteczko. Odbudowę przeprowadzono według starego planu miasta, stąd nietypowe, jak na ten region połączenie średniowiecznego kształtu urbanistycznego z XIX-wieczną, drewnianą zabudową. Zachowano również pochylony rynek, który do dzisiaj jest wizytówką Lanckorony.

 

Mimo nastania XXI wieku, życie tu przebiega według starych wzorców. W końcu, nie gdzie indziej jak w Lanckoronie, jeszcze w latach 60-tych, głównym źródłem wiadomości dla mieszkańców były informacje rozwieszane na słupach w centrum wsi. Co niedzielę, naczelny bębniarz wzywał mieszkańców, którzy udawali się na rynek, aby poznać plany i problemy Lanckorony. Dzisiaj, wiele sfer życia tutejszych mieszkańców nie ustrzegło się wpływowi nowoczesności. Zmiany jednak (przy wsparciu Unii Europejskiej) dotknęły tych niezbędnych aspektów jak: wodociągi, drogi, czy szkolnictwo.

 

Turystyczna kawa

 

Turystyka, która stała się priorytetem w wielu rejonach Małopolski, w Lanckoronie traktowana jest osobliwie. Mówi się o niej półgłosem, nazywając turystyką zaangażowaną. Mieszkańcy, wychowani w duchu wyjątkowości tego miejsca, starają się, żeby ich wieś nie uległa dużym zmianom. Widząc jak świat wokół ewoluuje, na przekór wszystkiemu, chcą zachować Lanckoronę w stanie, jaki pamiętają ich przodkowie. Przesadą jednak byłoby nazwanie ich stosunku do przyjezdnych wrogością. Panuje tu atmosfera życzliwości połączona z naturalnym dla małych miejscowości niepokojem wobec nachalnych turystów.

 

Lanckorona często bywa porównywana do Kazimierza Dolnego. Jest to o tyle kuriozalne, że miasta te są w wielu aspektach swoimi przeciwieństwami. Kazimierz jest miastem leżącym nad Wisłą i od początku swojego istnienia był ważnym punktem na handlowym szlaku Krakowsko-Wiedeńskim. Można się sprzeczać, czy podejście Kazimierza Dolnego do turystyki nie kłóci się z charakterem tego miejsca; jednak jedno jest pewne, Lanckorona bardziej sprzyja wyciszeniu i atmosferze refleksji.

 

Dla przyjezdnych, myślących że nastrój miejsca poznaje się po ludziach goszczących w miejscowej kawiarni, czeka srogie rozczarowanie. W Lanckoronie tradycja kawiarniana praktycznie nie istnieje. Miejsca o takim charakterze otwierane są w weekendy i głównie dla turystów. Życie towarzyskie kwitnie za to na domowych biesiadach i spotkaniach w lokalnych pensjonatach. Stanowi to kolejną barierę dla turystów przyzwyczajonych do szeroko otwartych drzwi dla wszystkich z grubym portfelem.

 

Artystyczny magnetyzm

 

Od setek lat o Lanckoronie rośnie niezliczona ilość mitów i opinii, których naiwność niekiedy nawet śmieszy. Z perspektywy mieszkańców Krakowa, miejsce to jawi się, jako swoisty park jurajski ożywionych artystycznych skamieniałości. Mityczna wręcz kraina, gdzie Młoda Polska spotyka grecką Arkadię. Rzeczywistość oczywiście odbiega od tego obrazu, jednak nie można Lanckoronie odmówić magii i refleksyjnego nastroju. Wszystko to balansuje na granicy senności, co nie każdemu może odpowiadać. Jednak Lanckorona ma poważną zaletę – bliskość Krakowa. Dzięki temu ludzie mogą z powodzeniem studiować, czy pracować w stolicy Małopolski, a w Lanckoronie szukać ukojenia od problemów wielkich miast.

 

Urzekło to wielu artystów z całej Małopolski. Nietrudno tutaj spotkać ludzi sztuki i niezwykłe osobowości. Przykładem może być znana w całej Szwecji malarka – Danka Jaworska, od paru lat mieszkająca w Lanckoronie. Od razu zyskała akceptację mieszkańców, pomimo swoich barwnych, momentami dziwacznych strojów i ekscentrycznego zachowania. Jej przykład ilustruje magnetyzm tego miejsca i tłumaczy, czemu tak wielu artystów lgnie do Lanckorony. Szukają oni spokoju ducha, tak bardzo potrzebnego do twórczej pracy.

 

Anioły są wśród nas

 

Atmosfera miejsca jest kreowana na równi przez samych mieszkańców i władze samorządowe. Wójt Lanckorony – Pani Zofia Oszacka, od początku swojego urzędowania nie była zwolenniczką zmiany wizerunku tego miejsca. Stawiała i nadal stawia na marketing szeptany połączony z nienachalnym PR-em. Efekty nie są widoczne na pierwszy rzut oka. O Lanckoronie nie mówi się dużo w mediach, jednak w przypadku takiego profilu miejscowości, unikanie rozgłosu jest wręcz wskazane. Tutaj stawia się na turystę zaangażowanego, nie masowego.

 

Tradycją Lanckorony jest również tradycja samorządności. Zofia Oszacka sama podkreśla, że idealną sytuacją w gminie, jest szeroka współpraca ośrodków gminnych z organizacjami pozarządowymi. Nie zawsze jednak jest to możliwe. Organizacje prywatne, chętnie do wykonywania działań gminnych, nie zawsze mają odpowiednie zaplecze i wystarczającą siłę przebicia. Powodem do dumy jest na pewno dobrze rozwinięta Ochotnicza Straż Pożarna i Stowarzyszenie na Bursztynowym Szlaku, które zajmuje się organizacją przedsięwzięć kulturalnych na terenie gminy.

 

Oszacka, która sama wywodzi się z organizacji pozarządowej, przez wiele lat dawała wolną rękę Stowarzyszeniu na Bursztynowym Szlaku. Opłaciło się i to z nawiązką.  Lanckorona stworzyła od podstaw szereg cyklicznych imprez, na czele z Warsztatami Gitarowymi i znanym już w całej Małopolsce Aniołem w Miasteczku. Ideą festiwalu jest nawiązanie do dawnej tradycji lanckorońskich jarmarków. Każdego roku, wiosną, odbywają się dwa jarmarki, jednak ten grudniowy jest najważniejszy i najbardziej urokliwy. Można podziwiać dziesiątki rzeźb aniołów, a zwieńczeniem festiwalu jest nadanie honorowego tytułu Anioła Lanckorony, osoby najbardziej zasłużonej dla miasteczka.

 

Nie istnieje jeden prawdziwy obraz Lanckorony. Dla każdego, kto pokochał to miejsce, znaczy ono co innego. Marek Grechuta widział w Lanckoronie synonim ukojenia i niezakłóconego spokoju; dla Gustawa Holoubka z kolei, było miejscem szczerego zakochania. Aby znaleźć swój obraz tego miejsca trzeba po prostu się tam udać. Celowo, nie przez przypadek.

 

Tekst: Michał Dąbrowski

Fotografie: Katarzyna Zawada

 

Źródło strony: http://www.scenamysli.eu

 

 

 

 

Nie masz poprawnie zainstalowanego odtwarzacza flash.
Zainstaluj ze strony http://www.macromedia.com/go/getflashplayer